Jak jesteś robiony w konia.
Epizod 1 - Pestki do altan śmieciowych
Rada Nadzorcza przyjęła Uchwałę Nr 1/2026 z 24 lutego 2026 r. w sprawie przyjęcia Planu Funduszu Remontowego poszczególnych nieruchomości na 2026 r. oraz Planu Funduszu Infrastruktury osiedla na 2026 r. Postanowiliśmy się przyjrzeć jednej pozycji, która bardzo dobrze pokazuje popularny w naszej spółdzielni mechanizm.
Zadanie opisane jako:
„Wykonanie kontroli dostępu na altanach śmietnikowych oraz na furtkach wejściowych na osiedle – zasada 1 pestki”
Planowany koszt: 32 000 zł.
Na pierwszy rzut oka brzmi to niewinnie, może nawet „nowocześnie”. W praktyce wygląda to jak klasyczny numer księgowo-organizacyjny: do projektu, który w istocie dotyczy głównie altan śmietnikowych używanych przez budynki wielorodzinne, dopisuje się furtki wejściowe, żeby nagle dało się opowiedzieć, że to już inwestycja wspólna, a więc można ją sfinansować ze wspólnego funduszu infrastruktury, na który składają się także segmenty.
I właśnie tutaj zaczyna się właściwy numer.
Kto za to płaci
Fundusz infrastruktury to realne wpłaty wszystkich mieszkańców. Rocznie wpływa do niego około 130 tys. zł. Z tego ponad 54% pochodzi z części segmentowej, czyli około 70 tys. zł rocznie. Średnio każdy segment dokłada do tego funduszu około 800 zł rocznie.
Czyli kiedy z tego wspólnego worka wyjmuje się 32 tys. zł na „pestki” do altan śmietnikowych i furtek, to segmentowcy finansują ponad połowę tej zabawy. W praktyce daje to około 17 tys. zł kosztu po stronie segmentów.
Za co? Za projekt, który w przeważającej części w ogóle nas nie dotyczy.
Projekt absurdalny już na starcie
Po pierwsze: to jest po prostu głupi projekt. Jesteśmy na zamkniętym osiedlu. Altany śmietnikowe już teraz są zamykane na klucz. Samo to jest średnio poważne, ale dobra - niech sobie zamykają. Tylko teraz ktoś wymyślił, że zamiast zwykłego klucza trzeba zrobić z tego niemal program kosmiczny: pestki, kontrola dostępu, zasilanie, okablowanie, kamery CCTV, montaż, prucie kostki, roboty brukarskie, przyłącza i cała reszta.
Robi się drogą, przekombinowaną zabawkę, która będzie generowała kolejne koszty, awarie i serwis. To jest klasyczne pompowanie kosztów pod projekt, którego nikt normalny nie potrzebował, a nie żadne nowoczesne zarządzanie.
Ten projekt nawet nie dotyczy wszystkich - a finansują go wszyscy, w tym my segmentowcy, w 54%.
Na czym polega trik
Gdyby uczciwie napisać w projekcie, że chodzi o altany śmietnikowe obsługujące budynki wielorodzinne, to od razu pojawiłoby się pytanie: dlaczego mają za to płacić segmenty? I wtedy trzeba byłoby ten koszt wrzucić tam, gdzie naprawdę powstaje - w fundusze remontowe albo celowe domów wielorodzinnych. Ale tego oczywiście zrobić nie chciano.
Więc do projektu dopisano furtki wejściowe na osiedle. I nagle można opowiadać bajkę, że to już inwestycja wspólna, ogólnoosiedlowa, dla wszystkich. Czyli można to wrzucić do wspólnego funduszu infrastruktury i skasować także segmenty.
To jest właśnie ten numer. Bierzesz projekt, który w praktyce jest dla jednej części osiedla, doklejasz dwa wspólne elementy i mówisz: „wszyscy płacą”. Nie dlatego, że tak jest uczciwie. Dlatego, że tak jest łatwiej przerzucić cudze koszty na innych.
Policzmy to
Nawet gdyby przyjąć, że temat furtek ma jakiś sens (chociaż ten ma nie sensu: bo o ile łatwiej posługiwac się kodem - jak jest obecnie; a jak będą wchodzić nasi goście, gdy w budce na ochronie od ul. Belgradzkiej nie będzie ochroniarza, jak?), to dalej nie uzasadnia wrzucenia całej tej zabawy do wspólnego worka.
Są 3 furtki. Przykładowy sprzęt (Elkontrol 3100) założony ostatnio na furtce w parku kosztuje około 300 zł. Nawet z pestkami (3 zł/szt.), montażem i dodatkowymi kosztami ogarnięcie samych furtek tam, gdzie prąd już jest, można szacować na około 3 tys. zł. Gdyby chodziło naprawdę o furtki, udział segmentów w tym koszcie wyniósłby około 1,5 tys. zł.
A tutaj segmentowcy mają dorzucić około 17 tys. zł. Różnica? Ponad 15 tys. zł w plecy.
Czyli nie chodzi o żadne furtki. Furtki są tylko doczepione jako alibi. Prawdziwy koszt siedzi w altanach śmietnikowych i całej tej infrastrukturze wokół nich (podciągnięcie prądu, kabli pod kamery, pod kostką).
To nie jest pomyłka. To jest metoda
I to jest smutne. Ale bardziej smutne jest to, że jako społeczność nic o tym nie wiecie, nie interesujecie się, albo przechodzicie z tym do porządku dziennego. Udajecie, że jest OK, czasem nas „złupią”, ale w sumie to jest dobrze. Ale nie chodzi tylko o jeden durny pomysł. Chodzi o sposób działania i wiele takich pomysłów.
Ktoś powie, że przecież to tylko 32 tysiące. Że to tylko jedna pozycja. Że nie ma o co robić afery.
Bo dokładnie na tym polega ten mechanizm. Nie wyciąga się ludziom pieniędzy jedną wielką akcją, tylko małymi wrzutkami, które osobno wyglądają niewinnie, a razem dają spore kwoty. I jeszcze próbuje się to sprzedać jako rozsądne zarządzanie. I cyk, zebranie RN pod koniec roku, i Prezes powie, że wspaniale przeprowadził projekt dostępu do altan śmietnikowych. I cyk, i podwyżka.
Tak wygląda bezczelne wciskanie kitu i kosztów tym, których projekt realnie nie dotyczy. Świadome kombinowanie.
Jeżeli ktoś naprawdę uważa, że segmenty powinny finansować elektronicznesystem na pestki do altan śmietnikowych bloków tylko dlatego, że przy okazji dopisano furtki, to albo nie umie liczyć, albo liczy bardzo dobrze i bradzo racjonalnie wykorzystuje przewagę liczebną i brak reprezentacji segmentowców we władzach spółdzielni.
Inni mają gorzej
Segmentowcy nie powinni dopłacać około 17 tys. zł do czegoś, co jest im w praktyce zbędne albo ma znaczenie marginalne, skoro realny koszt części dotyczącej furtek to ułamek tej kwoty. Widzimy, jak robi się ludzi w konia jednym „technicznym” projektem wpisanym do planu. A potem drugim, a potem trzecim.
I żeby była jasność: fundusze remontowe domów wielorodzinnych niespecjalnie nas interesują - bardziej nas bawią. Bo kiedy człowiek patrzy, jakie pieniądze są tam co roku pakowane, to naprawdę trudno nie parsknąć śmiechem. Mówimy o stawkach rzędu 5 zł/m² funduszu remontowego, o wpływach do funduszu sięgających niemal 900 tys. zł rocznie, a potem patrzymy na stan tych budynków i zadajemy sobie proste pytanie: gdzie są te pieniądze? Bo na pewno nie widać ich w jakości utrzymania.
Te fundusze są rozbuchane, napompowane i pełne pozycji, bez których świat naprawdę by się nie zawalił. W tym roku mamy choćby 235 tys. zł na płotki przeciwśniegowe, ławy i stopnie dla kominiarza. No i pięknie. Wszak kominiarz, wystraszony dachu, może odmówić wejścia na tenże dach. Chyba że najpierw zainkasuje 235 tys. zł, zrobi sobie ławę i stopnie, wtedy - z zasobniejszym portfelem i bezpieczniejszy duchowo - może łaskawie na ten dach wejdzie.
To, że władze spółdzielni łupią segmenty, to jedno. Ale to, jak łupią budynki wielorodzinne na funduszach remontowych, to już osobna kategoria widowiska. I szczerze? Siedzimy z otwartą paczką popcornu i patrzymy, skąd biorą się te stawki, skąd biorą się te „konieczne projekty” i jak z roku na rok pompuje się kolejne pozycje. Skoro tam do dyspozycji Zarządu leży niemal 900 tys. zł rocznie, to przynajmniej niech będzie to dla nas małym pocieszeniem, że inni mają jeszcze gorzej.
Tutaj nie ma żadnej rozsądnej gospodarności. Jest za to zamiłowanie do rozbuchanych planów, kosztów z sufitu i projektów, które świetnie wyglądają w tabelce, a dużo gorzej w rzeczywistości.